Dziś byłem na premierze musicalu p.t.:
"...bo musical to życie".
^Były piosenki typowe dla tej formy przedstawień.
^ Był taniec.

^I były piosenki o miłości.
Ogólnie co sądzę. Cholernie infantylne - momentami miałem wrażenie, że tekst pisał uczeń pierwszej klasy liceum, który chce poruszyć ważne społeczne kwestie (homoseksualnizm, alkoholizm, niespełniona miłość), ale nie porafi tego odpowiednio ubrać w słowa. Odpadłem przy monologu geja, który narzekał, że ludzie go odtrącają po tym, gdy tylko dowiadują się o jego orientacji seksualnej. Dodatkowo drugi akt (musical składał się bowiem z 2 aktów) miał charakter typowo disneyowski - tak go przesłodzono, że czułem się jak na seansie "Pocahontas".
Jednak jeśli pominąć warstwę tekstową, to mi się podobało. Śpiewali ładnie, choć czasem ciut za głośno, a układy taneczne - pomimo sporego niedogrania wśród artystów - też zaliczam na plus. Jak na dzieło niemal 100% przygotowane przez studentów, w skali szkolnej daję mocną 4.